Przejdź do głównej zawartości

Nie do końca o książkach - "Shadowhunters"

Jakoś szczególnie tego nie widać, bo raczej o tym nie wspominam tak nałogowo, jak bym mogła, ale teraz muszę!

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o serii "Dary Anioła" tak na poważnie, to zaczęłam myśleć o tym, czy jej nie przeczytać przypadkiem. I zamówiłam pierwszy tom (który de facto brałam na dwa razy, bo początkowo mi się nie spodobał). I jakoś tak wyszło, że się autentycznie zakochałam! <3

Później oglądnęłam film i to akurat nie był mój najlepszy pomysł, bo niestety nie spełnił moich oczekiwań (choć to i tak zbyt łagodne stwierdzenie). Byłam wtedy tak zbulwersowana (ja i moi znajomi), że nawet wpadliśmy na "cudowny" pomysł nakręcenia swojej amatorskiej ekranizacji. Nie uważacie, że to przednia inicjatywa? Siódemka 17-latków obsadza cały film. I mam tu namyśli: aktorów, statystów, operatorów, kamerzystów, dźwiękowców, montażystów i dużo dużo innych. Ale co mam poradzić? Jestem mistrzynią wymyślania dziwnych rzeczy! W każdym razie, jak można się domyślać, nie doszło do realizacji.

Od tamtego czasu minęło około pół roku, do momentu, kiedy pewnego dnia nocowałam u mojej przyjaciółki - Weroniki. Nudziło nam się niemiłosiernie i postanowiłyśmy, że zrobimy coś śmiesznego. Wybrałyśmy więc oglądanie serialu "Shadowhunters", jako że wcześniej słyszałyśmy o nim same niepochlebne opinie. Seans pierwszego odcinka uznałyśmy za najzabawniejszą rzecz na świecie. Demony, które zamieniają się w kościotrupy, zanim zginą w Piekle, latający Nocni Łowcy, źle dobrana obsada, drewniana gra aktorska. Masa czynników złożyła się na naszą złą opinię o produkcji Netflix. Jednak zdecydowałyśmy się oglądać dalej. Doszłyśmy mniej więcej do 4 odcinka. Jakaś dziwna siła z zewnątrz kazała nam oglądać dalej i dalej i to faktycznie działało. W pewnym momencie serial zaczął nam się podobać na tyle, że po oglądnięciu 12 odcinku 1 sezonu (zorientowani będą wiedzieli o co chodzi) wręcz się w nim zakochałyśmy!

Ja rozumiem, wiem, mam 19 lat. jestem w wieku, w którym wymaga się ode mnie powagi, zainteresowania czymś poważnym - najlepiej medycyną czy polityką. Ale co mogę poradzić na to, że moje czarne i pokryte runami serce kocha świat Nocnych Łowców?!

Długo wstydziłam się swojej fascynacji tą serią. Osoby, z którymi mogłam się nią dzielić to wąskie grono najbardziej zaufanych przyjaciół. Jednak ostatnio coś przełamałam i zrobiłam rzecz, o której od dawna marzyłam. Poprosiłam koleżankę, aby zrobiła mi kilka zdjęć, podczas których miałam okazję wcielić się w rolę Nocnego Łowcy. I udało się! Zgodziła się bez najmniejszego problemu i realizacja sesji doszła do skutku, a jej efektami chciałabym się podzielić. Oto one:









To chyba moje ulubione zdjęcia z całej sesji. Dziękuję, Kaju za poświęcony czas i cierpliwość do mojej wybujałej wyobraźni ;*

Pozdrawiam
Nergo Rumba



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Gra" - Krystyna Kuhn

    Gdy tylko szczęśliwie dobrnęłam do końca "Gildii Magów", mogłam bezkarnie zabrać się za tym razem cieniutką książkę pt. "Gra" czyli tom I cyklu "Dolina" autorstwa Krystyny Kuhn. Lekturę tę kupiłam przez przypadek. Będąc na niezaplanowanych zakupach w Matrasie moją uwagę przykuł pokaźnych rozmiarów stół z książkami na promocji do -70%! Więc grzechem byłoby nie zaglądnąć a co dopiero oprzeć się kupieniu czegokolwiek. I właśnie w taki sposób po godzinie wypatrywania czegoś ciekawego znalazłam "Grę". Kosztowała mnie całe 6,50, co tym bardziej mnie ucieszyło.       Osobiście po przeczytaniu opisu założyłam z góry, że będzie to typowa opowieść o (i tutaj następuj skrót fabuły): Jest sobie typowa imprezowa, wyluzowana dziewczyna, która dodatkowo posiada wybitnie kujoński umysł. Pewnego dnia przyjeżdża do college'u Grace, położonego w pozornie pięknej i spokojnej dolinie. Przychodzi na imprezę, na której ktoś ginie i pociąga to za sob...

"Katastrofa" - Krystyna Kuhn

      Zupełne szaleństwo! Zamiast się uczyć więcej i więcej (bo przecież jestem w liceum nr. VII! trzeba się uczyć nawet, jeśli nie ma na co!) postanowiłam po zakończeniu "Jedz, módl się, kochaj",  przeczytać "Katastrofę" Krystyny Kuhn. Książka ta leżała u mnie na półce i wręcz słyszałam, jak nieraz mówiła takim cieniutkim głosikiem: "Przeczytaj mnie!" lub "Ja tu tylko czekam, żebyś mnie przeczytała!"I jak wzięłam ją do ręki, to skończyłam autentycznie w jeden dzień.      Książka wciągnęła mnie na maxa i może nie jest to szczyt literatury, nic bardzo ambitnego, twórczego czy edukacyjnego, ale przeczytanie jej dało mi tyle radości i taką motywację do sięgania po książki nawet w przypadku braku czasu, że teraz aż chce mi się czytać.       Co prawda ja sobie trochę pozwalam w tym momencie na lekkie gloryfikowanie tejże lektury, bo  w sumie czemu nie, ale jest kilka rzeczy, które mogłyby wypaść lepiej. W tej częśc...

"Jedz, módl się, kochaj." - Elizabeth Gilbert

            W ostatnim czasie niekoniecznie miałam czas na dokończenie książek, które zaczęłam. Przede wszystkim przez szkołę, ale właśnie dzisiaj udało mi się dobrnąć do końca książki "Jedz, mól się, kochaj" Elizabeth Gilbert, którą zaczęłam czytać już dawno i z tego miejsca przyznaję się, że zalegam z nią bibliotece i to mocno. Ale było warto!      108 - liczba w kręgach  wschodnich filozofów liczba uznawana za szczególnie szczęśliwą. Autorka, natchniona tamtejszą kulturą i nastawiona na poszukiwanie siebie, postanawia napisać książkę, w której znajdą się 3 działy (państwa, które odwiedziła), w każdym po 36 rozdziałów (koralików).       Bohaterką książki jest sama autorka. Po nieudanym małżeństwie, zakończonym ciężkim rozwodem, Liz postanawia wybrać się w podróż, dzięki której spędzi po kilka miesięcy w każdym państwie i w każdym nauczy się czegoś nowego o samej sobie, o życiu, o ludziach, o kulturze, etc. ...